Z górki na pazurki w Dębowym Gaju

Redakcja nie ingerowała w tekst autora z uwagi na postulaty czytelników, którzy preferują ten specyficzny, rymem pisany, nietuzinkowy styl pisarski.

Zawarte informacje stanowią ciekawostkę i unikat historyczny  – infolwowek24

 

autor; Aleksander Paszczyński

 

Dla mnie i kolegów z dzieciństwa i młodości drogą górską była, taka, co przez wieś Dębowy Gaj od torów przez kilometr pod górę na koniec wsi prowadziła.  Taka zwykła droga tłuczniem ubijana, w dzień do transportu płodów rolnych wieczorami do spacerów przez młodzież używana. Przez trzy pory roku od wiosny do jesieni w różne strony spacery były, a to na stacyjkę nad tamę do klubu, ale najczęściej to w parku się kończyły. Zwłaszcza, gdy w sobotę wieczorki się odbywały, to chłopaki i dziewczyny przytuleni po parku – pary spacerowały i po zaułkach się chowały. A że park z alejkami był rozległy i duży, to czas młodzieży – parom nigdy na rozważaniach się nie dłuży. Często z takich spacerów w przerwie między tańcami do rana kilka par już na tańce nie wracało, może czas im się nie dłużył albo już świtało.  Nie wiem, o czym mogli rozmawiać i co się działo, ale wiem to na pewno wiele z tych spacerów nowe drogi życia wspólnie budowało. Powrócę do czwartej pory roku i zima nastała, właśnie to dzieci i młodzież zabawy na drodze wymyślała. Wtedy wedle zwyczaju droga na pół się dzieliła, wzdłuż do transportu tylko prawa strona pod górę była. Lewą stronę drogi starzy i młodzi wodą lali, a że mrozy były tęgie wnet część drogi wyślizgali. Już od osiemnastej odbywały się harce i swawole, niejeden po takiej jeździe zostawiał połamane sanki tuż za sklepem w rowie albo dole. Wtedy tylko jedno pozostało, jak człowiekowi atrakcji było mało to się doczepiał do sanek kolegi i na d… e lub butach się po lodzie jechało. No dla dziewczyn to inne atrakcje chłopcy robili, brali połowę sań końskich sadzali po środku i tak ich z góry zwozili.  A sanie były duże żelazne do ich kierowania to i czterech chłopaków było mało, hamowali i kierowali butami zrywali podeszwy i obok połamanych sanek wiele butów zostawało. Tak to na tej drodze wszyscy się ślizgali, a jak było mało to chłopak brał dziewczynę w spokojne miejsce i dalej się ślizgali. Taka to właśnie w Dębowym Gaju droga była, nawet do północy młodzież wesoło żyła. Drogi życia młodzieży rozeszły się w wielki świat, tylko pozostała niezmienna droga trochę mniejsza pod górę taka jak z przed lat. Takie wspomnienia młodości z przed lat, niejeden na tej drodze połamał ręce nogi i dziewczynie serce skradł. Warte są życia chwile o takie wspomnienia, dzisiaj może być to dla jednych historyjka, ale warte opisania ich życia i ich ocalenia.

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.