Lody z dzieciństwa w Dębowym Gaju

autor:   Aleksander Paszczyński

WSPOMNIENIA

Takie wspomnienia z dzieciństwa w Dębowym Gaju  różnie to bywało nie tylko  zimą ale i latem lody się jadało . Ale od początku nie każdy to pamięta i wie w Dębowym Gaju w budynku Remizy Strażackiej  zlewnia mleka istniała . Taka z dwóch pomieszczeń małych gdzie nad higieną skupem mleka oraz badaniami tłuszczu Pani  Helena L . władała . Pani Helena zawsze jak pamiętam społeczniczką  była , lubiana przez wszystkich i dla dzieci miła . Żona dróżnika kolejowego  w budynku przy dróżce  do stacji kolejowej mieszkała , rano koło szóstej szła przez wieś i zlewnię otwierała . Zlewnia mleka dla gospodarstw indywidualnych była , ta druga zlewnia  z P G R –u  to sama do mleczarni w Lwówku Śląskim- Płakowicach  mleko odwoziła . Tak gdzieś od maja do końca sierpnia dzięki p. Helenie zlewnia swoją działalność rozszerzała , w soboty i niedziele lody sprzedawała . Tu rytuał był taki że w termosach dwóch- trzech takich wojskowych od grochówki lody z mleczarni przywoziła i w wolnym czasie dystrybucję  prowadziła . Jak o rytuale mówię to tak było i bywało że idąc do zlewni najpierw w sklepie u p. S./ imienia nie pamiętam/ tej co za szkołą mieszkała później u p.  Marii S.  mojej sąsiadki  kartony wafli prostokątnych kupowała , potem je w zlewni kroiła i na te wafle łyżką do lodów nam lody nakładała . Nie pamiętam ile jedna czy dwie kulki kosztowało , jak przyszło małe dziecko to i za darmo dostało . Tak to się nieraz w kilkunastu w kolejce stało zanim się po kulce czy dwie lodów od p. Heleny dostało , nim się do domu wróciło  albo się go po drodze zjadło albo zgubiło . Ale też pierwsze towarzyskie spotkania i konsumpcje lodów w cieniu pod dębem przy remizie się odbywały , z jakim apetytem te lody dzieci zjadały jakie dyskusje rozważania zanim w kolejce po drugą porcję się ustawiały . Dlatego ci co od zlewni daleko mieszkali brali ze sobą garczki kubki  i po kilka kulek lodów kupowali , z tymi lodami w kubkach do domu biegiem wracali   aby zanieść zmrożone i domownicy posmakowali . Takie pierwsze  śmietankowe słodkie i aromat z nich miły nie zapomniane długo smaki w pamięci pozostały i utkwiły . Po zamknięciu zlewni gdy do domu wracała  , brała na wózek taki przerobiony z dziecinnego do transportu kanek z mlekiem wkładała termosy wiozła do domu i tym co mieszkali na początku wsi lody sprzedawała . Po kilku latach w zlewni działalność ustała nie było już śmietankowych lodów na wafelku , a p. Helena kierowniczką klubu została i tak dalej społecznie dla wsi  się udzielała .Taka to w pamięci z dzieciństwa potem młodości p. Helena ta od lodów była , potem jako kierowniczka klubu wokół siebie dzieci i młodzież zebrała i dla nich i z nimi wiele wieczorków organizowała . Wiem co mówię i dlatego w opowiadaniach o Dębowym Gaju także o działalności klubu p. Heleny opisuję . To już ponad pięćdziesiąt kilka lat od tego czasu człowiek po świecie wędruje , przeróżne  lody i gatunki się jadło – je  ale ten smak i zapach tamtych lodów jeszcze  do dzisiaj czuje .

Od autora

Ocalam od zapomnienia tamte lata więc to opisuję mieszka sobie skromnie we Lwówku Ślaskim u boku córki Jadwigi Pani Helena L. która takie lody niezapomniane dzieciom serwowała , a potem jako kierowniczka klubu wieczorki organizowała .

Aleksander Paszczyński

zdjęcie: internet /pogladowe

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.