Aleksander Paszczyński- Historie z wieków techniki i młodości

autor Aleksander Paszczyński / własne opowiadanie

 

 

Już ponad sześć dekad człowiek żyje, nie wszystko się pamięta za to w piersi się bije. Urodzony w latach pięćdziesiątych XX wieku w Dębowym Gaju, lata dziecięce i młodość spędziłem beztrosko jak w przysłowiowym raju. Chodziło się i słuchało jak starsi – seniorzy z takim kresowym akcentem o zwyczajach przyzwyczajeniach opowiadali, my uczeni w szkole poprawnej polszczyzny albo żeśmy słuchali albo z tego śmiali. Przy tym z gwarą mówieniu radości było niemało, ale to, co opowiadali w mych uszach i głowie pozostało. Wtedy w latach 60-tych to już różnej maści traktory były, nawet na gąsienicach dety za sobą czteroskibowe pługi ciągły i orkę robiły. To tylko PGR-y tak miały, u rolników indywidualnych to konie wozy i pługi ciągały. Droga była górska wozy ciężkie koła żelazne obręcze miały, każdy z hamulcem z drewnianych klocków jadąc z góry na śrubunek były i koła hamowały. Nie pomnę w niedzielę to te wozy do kościoła czy do Pławnej czy Soboty jechały, a i w niejednej wozowni to dorodne bryczki stały. Były i też stare przyzwyczajenia, technika szła do przodu, technikę –radio światło miał, ale się bał i jej nie doceniał.

Tu właśnie w pamięci na zawsze widok zostanie, u pana G. sędziwego mały wózek małe kółka i przez wieś przy dyszlu wół i krowa i ich ciąganie. U pana G. pola w trzech miejscach za wsią były. Na woła do jazdy jarzmo ze sznurami do postronków zakładał, krowa chodziła przy dyszlu do towarzystwa On wydawał polecenia wołowi i nad nim władał.  Pamiętam pole nasze i jego z trzysta metrów długości miało, On pomału z szacunkiem dla zwierząt robił pługiem skibowym orkę i skibę małą, my parą koni to tę długość dwuskibowym podorywkę z sześć razy się obracało. Aby ojcu ulżyć Józef brał z PGR-u ciągnik z pługiem orał i bronował w nocy pole kończył nieraz jak świtało, taka to niewidzialna ręka była nie mówiąc ojcu w jego pracy ulżyła. Ciągnął wół wózek z panem G. a człowiek był rozmowny miał czas i nadzwyczaj miły, pęd do techniki dzieci może wstyd, że jeździ wołem właśnie go zgubiły. On i wół mieli swe zwyczaje jeden drugiego rozumiał, kupili mu konia sprzedaje towarzysza pracy tylko mu smutek pozostaje a woła do rzeźni oddaje. Pan G. sędziwy- koń bardzo młody, on spokojny stateczny koń nerwisty jak pierwszy raz wypuszczony z zagrody. Jedzie z góry do młyna koń wózek roznosi, nie potrzebował przy wole hamulca przy kołach a teraz o hamulec się prosi. Przed torami koń pędził jak oszalały jeszcze pociąg dojeżdżając do przejazdu zagwizdał koń się spłoszył z wozu deski pospadały, został dyszel i kółka, gdy spadał z wozu jeszcze mu koła nogi połamały. Takich pamiętam jak ze swoją żoną w domku na uboczu szczęśliwi byli Ona sędziwa chora On nie mógł chodzić zdali ukochaną ziemię za rentę pozostał im mały sad, po którym na spacery chodzili. Taką przyjemność z tymi ludźmi żyć miałem, dlaczego ich zapamiętałem, bo lubili wieczorem usiąść przy radiu Pionier wysłuchać Matysiaków a skąd to wiem, bo nie raz im to radio naprawiałem.

Ta sama droga 50 lat później

Redakcja nie ingerowała w tekst autora z uwagi na postulaty czytelników, którzy preferują ten specyficzny, rymem pisany, nietuzinkowy styl pisarski.  Zawarte informacje stanowią ciekawostkę i unikat historyczny  – infolwowek24

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.