Kamień z napisem LOV, czyli serce z kamienia w Ostrzycy Proboszczowickiej.

Z samą Ostrzycą Proboszczowicką wiążą się dwie dość ciekawe historie, jakie to pozyskałem. Otóż jedna z najstarszych mieszkanek okolicznej wsi opowiedziała taką oto historię.: Pamięta ona, że w obecnym kościele w Proboszczowie Niemcy w czasie świąt mieli pewien nietypowy zwyczaj. Tworzyli z różnych materiałów piramidy w kształcie drzewa, na których zapalali mnóstwo kolorowych świeczek. Wszystko to przyozdabiali wstążkami i kawałkami materiału. Każa rodzina tworzyła swoją piramidę i niosła do kościoła. Zapamiętała, że w czasie jak trwał okres powolnej powojennej deportacji byłych mieszkańców tych terenów zwyczaj ten jeszcze był tu praktykowany ku zdziwieniu napływającej mniejszości polskiej. Mieszkanka ta opowiadał o zabudowaniach znajdujących się po wojnie na ostrzycy, oraz kamiennym schronie na szczycie.

Mi jednak zapadła w pamięci historia głazu, jaki stał niegdyś na szczycie wzgórza który poświęcony był Emili Pretzel właścicielce pałacu w Proboszczowie. Była to też historia robotnika – więźnia, który pracował przy montowaniu schodów prowadzących na szczyt wulkanu. Pracom kamieniarza przypatrywała się zarówno Pani z Proboszczowa jak i jej córka.  Zauroczony urodą i życzliwością odwiedzających miejsce realizowanych prac dam, postanowił dla jednej z nich zrobić prezent w postaci kamiennego schodka. Schodka w kształcie serca dedykowanego właśnie tej jedynej wybrance. Podobno przy schodku po wojnie była tabliczka z niemieckimi napisami i legendą dotycząca tego miejsca. A młodzi Niemcy upodobali sobie to miejsce do swych potajemnych ,,romantycznych zakazanych schadzek „.  Po wojnie ktoś ,,zdolny i silny” postarał się by obelisk wylądował kilkadziesiąt metrów niżej. Kobieta ta mówiła tez o jakichś studniach, ale ja niestety nie znalazłem ani jednej.

Podczas kolejnej wycieczki przypadkiem odnalazłem schodek z ewidentnie wykutym kamiennym sercem. Okazuje się, że opowieści tej starszej Pani były prawdziwe.


Jadąc na Ostrzycę Proboszczowicką mijamy dawny kościół w Proboszczowie. Ciekawostką jest fakt, że to jedna z pierwszych świątyń protestanckich, w jakich wygłoszono kazanie Luterańskie na Śląsku. Wiadomym jest, że był to tak zwany kościół ,,ucieczkowy” lub jak kto woli ,,zreformowany”. W świątyni tej realizowano też tradycję ,,LICHTZEPTERÓW”, czyli świeczników – choinek świetlnych ręcznie tworzonych przez całą rodzinę. Tezę tą potwierdzają nieliczne źródła pisane i zachowane fotografie. Po II wojnie światowej kościół przeszedł w ręce parafii katolickiej, protestanci opuścili te ziemie wraz z nakazem natychmiastowej ewakuacji z, ziem odzyskanych”.

We wsi Twardocice istniały natomiast dwa kościoły: jeden katolicki, drugi protestancki ( z wyraźnym akcentem na wątek protestanckich Schwenkfeldystów). Niestety ten drugi został mocno naruszony zębem czasu i ludzkiej niegospodarności oraz dawnej polityce – ,, co niemieckie to złe , zniszczyć trzeba”. Wieża w Proboszczowie mając dobrego gospodarza ma się dobrze i stać będzie jeszcze długie lata . Niestety wieża kościelna w Twardocicach ma już swoje dni policzone, mimo podejmowanych prób ratunkowo- budowalnych – zabezpieczających…..😞

Przemysław Popławski infolwowek24

 

 


 Pewien czytelnik zaintrygowany naszym artykułem zasugerował nam nieprawdę. Twierdząc że na szczycie wulkanu nigdy nie było żadnego obelisku – pomnika . Nigdy tez nie było żadnych zabudowań . Wychodząc na przeciw owym insynuacją zamieszczamy specjalnie dla Pana pewne oryginalne i niedawno nabyte fotografie pochodzące ze wsi umiejscowionej u podnóża opisywanego tu wulkanu. Z wyrazami szacunku – redakcja

PS: autor artykułu oczywiście nosi okulary , ale na szczęście nie jest niewidomy !

Redakcja dziękuje p. Arturowi Kosińskiemu za podzielenie się z nami dawnymi zdjęciami z Ostrzycy !!!!!!!

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.