Opowiadanie o Pani Zofii Zawadzkiej-Inspektorze Wydziału Oświaty w Lwówku Śl. oraz przyjaźni szkolnej.

autor Aleksander Paszczyński / własne opowiadanie

 

 

Niewielu pamięta i w kronikach Szkolnych i Lwówka Śląskiego zostało. Ale to między innymi Pani Zofii Zawadzkiej Inspektorze Wydziału Oświaty w Lwówku Śląskim wielu Szkoły Podstawowe – wieczorowe ukończyło. Prawie w każdej wsi miasteczku tam gdzie Szkoła Podstawowa istniała tam właśnie Ona Szkoły Podstawowe –wieczorowe zakładała. Tak było we Wleniu, najpierw w Dębowym Gaju potem w Sobocie Szkołę szeroko otworzyła, aby pod koniec lat sześćdziesiątych nie tylko młodzież, ale i starszyzna szkoły pokończyła. Tak dla uzupełnienia podstawowego wykształcenia zakłady pracy ( PGR –y) i nie tylko godzinę wcześniej z pracy zwalniały ( po 1966 roku obowiązek posiadania, co najmniej wykształcenia podstawowego). Niejedno dziecko, tata i mama na godzinę 16.00 Do szkoły jechała. Różnie to było i z tą edukacją zaczynało, ci przedwojenni uczniowie cztery klasy ukończone mieli. Więc od piątej klasy swą edukację zaczęli, a że jak w Dębowym Gaju u nauczycieli małżeństwa Stasi i Jana Węklarów za długo dorosłym się w ławkach siedziało. Za namową Pani Zofii Zawadzkiej i Kierowniczki Szkoły Podstawowej w Sobocie Pani Gryczon w pół roku świadectwa ukończenia szkoły podstawowej wydano. Pani Zofia Zawadzka taką zaangażowaną w edukację była, że sama popołudniami do tych szkół na wizytację i egzaminy końcowe jeździła. Sama osobiście pod protokołem egzaminacyjnym podpis składała, młodzież do dalszej nauki nakłaniała. Pamiętam Panią Zosię w Wydziale Oświaty na pierwszym piętrze pokój swój miała. To dzięki jej staraniom w Kuratorium Oświaty we Wrocławiu we Lwówku Śląskim w budynku ( Babki) ul. Szkolna w 1968 roku Zasadnicza Szkoła Zawodowa Elektroniczna powstała. W 1969 roku przeniesiona do budynku w Płakowicach, wydzielony z kompleksu budynków Domu Dziecka obecnie Zakład Placówek Opiekuńczo Wychowawczych.  Tak to Pani Inspektor w 1968 czy w 1969 roku egzaminy wstępne o przyjęcie do Zasadniczej Szkoły Zawodowej pod pieczą miała, ale też w komisji ( rozmowy kwalifikacyjne – ustny z fizyki) pytania zadawała. Nie pomijając faktu, że kadrę nauczycielską też dobierała. Miała dobrą rękę do nauczycieli profesjonalni nie tylko ze szkół powiatu lwóweckiego ( Metalówka Gryfów, Liceum Lwówek), ale i innych z poza powiatu ściągała. Wymagający i przyjacielscy dla młodzieży byli. Wspaniałe grono pedagogiczne i przyjazne grono wspólnie z młodzieżą stworzyli. Tak to pamiętam po pięćdziesięciu latach tak to wspominam takim słowami opisuję.

Szkoła 

Była taka szkoła Zasadnicza Szkoła Zawodowa w Płakowicach nie duża a wręcz mała, na samym początku sześć klas tylko miała. Stał pomiędzy dróżka a murem wojskowej jednostki budyneczek piętrowy.  Przy wejściu na teren szkoły stal budyneczek parterowy mały, z przekąsem młodzież biblioteką narodową go nazywały. Tam piecze trzymali Pan Mieczysław, Bronisław no i Pani Janina, to nie byli dla mnie tylko nauczyciele a także jak przyjaciele. No i były moje koleżanki z klasy Joanny, Teresy, Alicje, Krysie no i Róża, co każdy chłopak się w niej zadurza. Oraz koledzy Bolek, Wiesiu, Jan, Stasiu i ten Stach od Roży, co się najbardziej w niej zadurzył /zakochał/. Nie tylko w tej szkole uczono elektroniki, ale też albo zwłaszcza kulturalne nawyk i. Na lekcjach Janina uczyła jak się poruszać w meandrach poezji prozy, ale także etyki, wpajała, że się dziewczyny nie klepie po ,D, , ramieniu tylko szarmancko się całuje w rękę i mówi po imieniu. Jedni z uwagą drudzy rozbawieniem na to spoglądali, ale bacznie wszyscy ze wstydem słuchali. Tam nie tylko nauka i muzyka trwała, bo szkoła własny zespół muzyczny pod batuą Andrzeja / Arezego / i saksie Stasia grała. Tak to właśnie minęły trzy latka. W tedy u Miecia dyrektora w obecności Józia i Janiny żegnali się nie uczniowie, lecz przyjaciele.  Wtedy wszyscy bujne plany rysowali tak sobie nawzajem wiele obiecywali. Wielu w świat po nauki wtedy ruszało i swoje marzenia dalej realizowało. Jedni jak Stasiu,Jurek czy Lonia przy wyuczonym zawodzie zostali i tam się realizowali.Inni elektrykami z zawodu zostali jak Jasiu w kopalni Wiesiek w Rakowicach na potężnej hali. Ci jak Janusz Jan Joanna czy Alina wpatrzeni w Miecia i Janinę tak ich uwielbiali, ze na ich wzór sami nauczycielami zostali. W tedy to wielu z nas społecznie się udzielało jak Ela i Olek, co im do dzisiaj pozostało. Był niejeden tak jak Bolek ziemię pokochali na ojcowiźnie swe życie układali.  Minęło prawie pół wieku od pierwszego naszego spotkania, nie ważne ilu nas było ważna jest przyjaźń i chwila pamiętania.

Redakcja nie ingerowała w tekst autora z uwagi na postulaty czytelników, którzy preferują ten specyficzny, rymem pisany, nietuzinkowy styl pisarski.  Zawarte informacje stanowią ciekawostkę i unikat historyczny  – infolwowek24

Facebook Comments
Podziel się

1 thought on “Opowiadanie o Pani Zofii Zawadzkiej-Inspektorze Wydziału Oświaty w Lwówku Śl. oraz przyjaźni szkolnej.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.