Sobota i Dębowy Gaj to stare wsie, które nigdy się nie zestarzeją. Jerzy Marciniak

                 Kilkoro znad Bobru

   Świat dzieciństwa nigdy się nie kończy, on trwa zawsze. A starość to jest w rzeczywistości tylko inny rodzaj młodości. We wsi Dębowy Gaj czy Sobota, mieszkały kiedyś osoby, które chyba warto wspomnieć.

   Założycielem i pierwszym po wojnie komendantem Ochotniczej Straży Pożarnej w Dębowym Gaju był Tadeusz Marciniak. Żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza w czasie wojny a po ranach odniesionych niedaleko Lwowa, inwalida wojenny. No a żołnierzem musiał być wzorowym, bo Prezydent Polski awansował go ze stopnia szeregowego na podporucznika.

   Tradycje strażackie Tadeusz Marciniak miał dobre, gdyż jego ojciec Franciszek ufundował remizę Ochotniczej Straży Pożarnej w Godzieszach koło Kalisza i do śmierci był jej komendantem. Jak przystało na strażaka, odszedł na wieczną posługę św. Florianowi, na wozie strażackim.


   Pierwszym osadnikiem wojskowym w Sobocie był starszy sierżant Piotr Łysiak. Osiadł w dużym, czternastopokojowym domu Hansa Kajzera. Gospodarza, handlowca i muzyka, który uczył gry na fortepianie dzieci Hansa von Nostitz, ostatniego niemieckiego właściciela majątku i zamku w Sobocie. Syn Hansa Kajzera kontynuował zainteresowania muzyczne ojca i tworzył później w NRD muzykę do przedstawień teatralnych, muzykę filmową i symfoniczną.

   Pierwszym głównym księgowym w powstałym po wojnie Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Sobocie, był wysiedlony z Brześcia nad Bugiem Tadeusz Łysiak.

   Jego żoną była Janina Antoniszyn, primo voto Brodowska, córka austriaczki Wandy Antoniszyn z domu Kröl i Polaka z ukraińskimi korzeniami Mikołaja Antoniszyna, ostatniego komendanta Policji Państwowej w Czerkasach na Ukrainie. Wywiezionego przez NKWD na początku wojny na Syberię, gdzie zaginął. Ojcem Wandy Kröl był kapitan wojsk austriackich stacjonujących w Krakowie, zamordowany pod koniec I- wszej Wojny Światowej w niewyjaśnionych okolicznościach.


   Bóbr był rzeką bardzo czystą z ławicami ryb. Był, był, ale do czasu. W Jeleniej Górze powstały Zakłady Celwiskozy i… jednego roku wytruły wszystkie ryby. Ławice śniętych ryb płynęły i płynęły. Ludzie podchodzili bliżej brzegów i patrzyli w milczeniu. W powietrzu unosił się odór i rolnicy z Dębowego Gaju nie mogli w Bobrze poić krów i koni. Bóbr stał się rzeką bez ryb a ścieżki po jego brzegach zarastały szybko chwastami.


    Pierwszy osadnik wojskowy w Sobocie Piotr Łysiak był zawsze żołnierzem. Żołnierzem Armii Carskiej, słuchaczem Szkoły Morskiej w Petersburgu, żołnierzem Białej Armii białego admirała Aleksandra Kołczaka, żołnierzem I Korpusu Polskiego Józefa Dowbór – Muśnickiego, starszym sierżantem zawodowym II Rzeczypospolitej służącym w twierdzy w Brześciu nad Bugiem, starszym sierżantem Ludowego Wojska Polskiego, uczestnikiem Pochodu Zwycięstwa w Berlinie, żołnierzem Armii Krajowej vel Żołnierzem Wyklętym w okolicach Lwówka Śląskiego i więźniem politycznym za rozbrojenie posterunku Służby Bezpieczeństwa w Marysinie i pobiciu znajdujących się tam funkcjonariuszy. Wiele lat odsiedział w więzieniu we Lwówku Śląskim.

   Po wyjściu z więzienia był w okolicy osobą powszechnie szanowaną.


   Pierwszą ofiarą działań Żołnierzy Wyklętych w okolicach Wlenia i Lwówka

Śląskiego był Julian Czuryła z Marysina. Zastrzelony we własnym domu w czasie spożywania kolacji z rodziną. Kilka dni wcześniej na drzewie obok jego domu zawisł Wyrok Państwa Podziemnego, skazujący go na karę śmierci za Zdradę Polski, czyli za przyjęcie posady geometry we Lwówku i prace związane z wytyczaniem pól napływającej ludności za kresów.

   Ci co go zastrzelili uważali, że miał zamiar tworzyć kołchozy.


     Z czasem i motoryzacja zawitała nad Bóbr. Pojawiły się na drogach czterosuwowe motocykle Junak produkowane w Szczecinie. A później popularne WFM-ki. Najlepszy motocykl miał jednak Jan Głód z Dębowego Gaju, wysiedlony spod Grodna, była to MZ-etka produkcji Niemieckiej Republiki Demokrytycznej.

   Pierwszą ofiarą wypadku na motocyklu był Kazimierz Skibiński z Soboty. Zginął podczas powrotu z zabawy tanecznej w Dłużcu. 


   Pierwszym inwalidą wojennym osiadłym w Sobocie był Władysław Trejmak, który stracił nogę przy forsowaniu Nysy Łużyckiej. We wsi zamieszkał zaraz po wyjściu ze szpitala polowego spod Zgorzelca. Był osobą powszechnie szanowaną we wsi i w okolicy.

   Ksiądz Stanisław Złydach odprawiając mszę w Sobocie czy Marysinie, często go wspominał i przypominał młodzieży o obowiązku mówienia mu; dzień dobry. Podobnie robiła kierowniczka miejscowej szkoły.


   Na początku lat pięćdziesiątych powstał w Sobocie Ośrodek Zdrowia. I pierwszym felczerem urzędującym w tej placówce był Stanisław Jaźwiński mieszkający w Górczycy. Pochodził z rodziny szlacheckiej z kresów i przed wojną studiował medycynę we Lwowie.

 

  Sobota zapełniała się Polakami wysiedlanymi z kresów. Niektórzy pochodzili z rodzin szlacheckich a nawet arystokratycznych. Niekwestionowaną Wielką Damą w Sobocie była nauczycielka Jadwiga Iwanowska ze Lwowa. Pochodziła ze znanej rodziny szlacheckiej z kresów a jej daleka krewna była przez jakiś czas zaprzyjaźniona z Franciszkiem Lisztem. Pani Jadwiga znała biegle kilka języków i uczyła historii. Grała dobrze na skrzypcach.


   Pierwszą ofiarą bójek na zabawach tanecznych był dwudziestoletni Józef Hubski z Marczewa. Zginął po bójce ze sztachetami na zabawie w Górczycy. Powód bójki był taki jaki zazwyczaj bywa na zabawach wiejskich. Zazdrość i spór o dziewczynę.

   Pobili go śmiertelnie trzej mieszkańcy Soboty.


   W zamku należącym do rodziny von Nostitz odbył się pokaz filmu Winchester 73 i był to pierwszy powojenny pokaz kina objazdowego w Sobocie i pierwszy w powiecie pokaz filmu amerykańskiego po wojnie. Projekcja odbyła się w sali balowej na pierwszym piętrze. Bilety były tanie a każdy musiał przynieść ze sobą krzesło, żeby nie stać czy siedzieć na podłodze.


   Kilka lat po wojnie powstała Szkoła Podstawowa w Sobocie. Pierwszą jej kierowniczką została Teresa Gryczon. A pierwszym z jej uczniów, który wyuczył się na lekarza, był urodzony we Lwówku Śląskim Zbigniew Marciniak. Pierwszym uczniem Teresy Gryczon, który wyuczył się na prawnika był urodzony we Lwówku Śląskim Jerzy Marciniak.

   Drogi braci rozeszły się później. Zbigniew wyemigrował do Kanady, gdzie został znanym i cenionym lekarzem a Jerzy osiadł w Szwecji i zajął się tworzeniem i tłumaczeniami literatury. Zbigniew objął w Kanadzie prestiżowe stanowisko President of Polish Canadien Medical Association a Jerzy przyjęty został na członka Związku Pisarzy Szwedzkich – Sekcji Tłumaczy.

   Dorobek literacki Jerzgo Marciniaka jest obszerny. A w tej obszerności dużo miejsca zajmują opisy miejsc z lat dzieciństwa. Jest tam zatem dużo o Sobocie, o Dębowym Gaju czy o Lwówku Śląskim.

   Synem Jerzego jest Piotr Marciniak, scenarzysta i profesor/nauczyciel akademicki Högskolan Dalarna (Szkoły Filmowej) w Falun, który też opublikował kilka tekstów o Sobocie, Bobrze i Lwówku Śląskim.

 

   Sobota i Dębowy Gaj to stare wsie, które nigdy się nie zestarzeją. Młodość ma bowiem to do siebie, że nigdy się nie kończy. A starość jest tylko inna twarzą dzieciństwa.

 

Jerzy Marciniak

ur. w 1950 r we Lwówku Śląskim

I nagroda w konkursie w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, wyróżnienie w Teatrze Ateneum w Warszawie, wyróżnienie w konkursie Lepsi w Krakowie – organizowanym przez Koło Polonistów Uniwersytetu Jagiellońskiego, II-ga nagroda w konkursie im. S. Grochowiaka w Lesznie (za sztukę teatralną), I-wsza nagroda w konkursie na słuchowisko z okazji 50-cio lecia Radia Szczecin, nagroda w konkursie im. S. Grochowiaka w Lesznie (za słuchowisko).

Konkursy prozatorskie: „O inny głos” w Warszawie, „Rubinowa Hortensja” w Piotrkowie Trybunalskim, im. A. Polewki w Krakowie, „Pejzaże Wiejskie” w Warszawie, im. W. Reymonta w Płocku, im. W. Micińskiego w Łodzi, „Nad Odrą i Bałtykiem” w Szczecinie, I Regionalny Konkurs Literacki w Kutnie, im. E. Szymańskiego w Szczecinie, im. J. Szaniawskiego (dwukrotnie) w Zduńskiej Woli, „Inspiracje” w Zgorzelcu, im. J. Drzeżdżona Wejherowie, „Inspiracje Leśmianem” w Iłży, im. J. I. Kraszewskiego w Białej Podlaskiej, im. F. Becińskiego w Radziejowie, „Na polonijnym szlaku” w Rzeszowie i in.

 

wszelkie prawa autorskie zastrzeżone. Jerzy Marciniak dla  infolwowek24

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.