Wieczorki taneczne w Dębowym Gaju

 

autor Aleksander Paszczyński / własne opowiadanie

 

,,Kiedy patrzę na pożółkłe fotografie przypomina mi się widok ten ,, Wyrazić inaczej nie potrafię czy to jawa czy to sen.  Znalezione w internecie – udostępnione przez rodzinę, kolegów i znajomych zdjęcia z dopiskiem masz ty na pewno kiedyś wykorzystasz w swoich opowiadaniach o Naszym Dębowym Gaju. Nie jestem piewcą, pisarzem, poetą od czasu do czasu coś z rymuję. Spoglądam na przesłane fotografie i te z połowy ubiegłego wieku i te dzisiejsze wracam pamięcią i do opowiadań – wspomnień mieszkańców osadników powojennych i własnych przeżyć tam się urodziłem i dorastałem. Tak to w pamięci zachowałem i tak to utrwaliłem z anegdotą humorem łezką w oku do tamtych czasów wróciłem.

 Minęło już czterdzieści pięć lat od tego czasu jak opuściłem Dębowy Gaj, ale na zawsze człowiek związany jest z miejscem urodzenia i do pełnoletności z sąsiadami kolegami i koleżankami obcuje. Wspomina czasy gdzie się chodziło gdzie się bywało, gdzie się wieczorki taneczne przy kawie i zabawy taneczne urządzało. No tu przesadziłem trzymając się faktów rodzice, jako O S P lub Rada Rodziców Szkoły w Dębowym Gaju czy Soboty zabawy sobotnie na świetlicy urządzali. Tu wedle zwyczaju, a nawet przywiązania może nawet nieświadomie tradycji zachowania prawie nic w lokalu nie zmieniali. Jednego nie zniszczono tak jak po II wojnie, jako osadnicy zastali tak przez długie lata zachowali. Nawet do lat 70-tych na sali na piętrze układ stolików zachowali. Według zachowanych zdjęć i istniejącym budynku do dziś znajdowała do końca II wojny Karczma Sądowa, właśnie na piętrze znajdowała się sala balowa. Tak oglądam zdjęcie z żyrandolem pośrodku sali, parkiet na podłodze pozostał żyrandol dobrzy ludzie/szabrownicy/ ukradli- zabrali. Nie tylko zniknął żyrandol zniknęło ze sceny pianino nawet zydel pianisty zabrali. Nie było pianina, więc wiejskie orkiestry dla osadników grały, ta najczęściej z Marczowa trzyosobowa o 18 –tej pociągiem do Dębowego Gaju przyjeżdżała ze stacji na pół wsi do świetlicy instrumenty na plecach nosiła-tachała. Już od 19-tej orkiestra grała trzy kawałki, potem kolację i do kolacji pół litra dostawała. Najpierw do północy góra do drugiej godziny grali, nie było, dla kogo grać z kultury picia. Emocji sporów i waśni uczestnicy po razie sobie dali, ci z innych miejscowości grzecznie się żegnali – uciekali miejscowi pod lipą do snu się układali. Pod koniec lat 60-tych to już do piątej rano orkiestra grała, potem dostała na drogę śniadanie, brała instrumenty na plecy i na 6-tą na pociąg do Marczowa się udawała. Takie to się zabawy odbywały, trochę inne, ale duch zabaw pozostał ten sam przedwojenny, nawet po prawej i lewej stronie gdzie prowadziły trzy schodki na scenę i na scenie te przedwojenne kotary zostały. Na tamte lata 60-te, co niedzielę się parkiet w świetlicy szarym mydłem szorowało, następnie zamiast pasty to wosk ze świeczek się rozrzucało. Tak do następnej soboty promienie słoneczne przez okna wosk rozgrzewały, aby podczas zabawy i tańców nogi same się ślizgały. Tak to wszystko na sali balowej bywało, ale w dni powszednie w dawnej karczmie tez życie kulturalne istniało. Na parterze po lewej stronie jak na korytarz wyłożony mozaiką się wchodziło podwójne drzwi otworem stały, stał po środku filar, a za filarem stał bilard z grzybkiem, w którego dzieci grały. Nawet ja, jako dziecko przy tym bilardzie czy w kącie sali przy wejściu do kuchni przy warcabach- szachach się bili, nie wiedzieliśmy o takim bilardzie a nawet stanąć przy takim nie marzyli. Po prawej stronie głównej sali druga salka mała gdzie jak istniała stołówka PGR-u kucharka obiad wydawała. Po stołówce kawiarnia powstała powróciła kultura dawnej karczmy kierowniczka klubu Pani Helena to do stolika herbatę czy małą kawę, ale i ciasteczka podawała. Wracając do historii tej przedwojennej i powojennej, w 1945-46 co osadnicy z pod Tarnopola przyjechali to, co zobaczyli – zastali potem wieczorami opowiadali. Tak to, że jak do budynku karczmy się wchodziło po prawej stronie w korytarzu biuro i coś na wzór jakby recepcja była, mało, komu wiadomo, że karczma miała kilka pokoi gościnnych i mały hotelik prowadziła. Potem idąc w prawo do schodów prowadzących na piętro za biurem przy schodach toalety były, dalej dwa duże pomieszczenia prawdopodobnie tam była przy karczmie masarnia mała. W sąsiednim nieopodal budynku piekarnia też istniała. Wchodząc po schodach hol na piętrze był niemały, po prawej stronie były podwójne sosnowe drzwi gdzie na salę balową nas wprowadzały. Następnie też za podwójnymi drzwiami była druga salka mała taka, która cztery owalne stoły miała. Przy każdym ze stołów po sześć krzeseł stało, jak była taka potrzeba to i po dwa się dostawiało. Tuż przy drzwiach patefon stał, myślę, że gościom do posiłku grał. Dalej w tym holu po lewej stronie drzwi były i wąskim korytarzem na pokoje o wyższym standardzie prowadziły. Tu też jedna toaleta -łazienka była. Obok tych drzwi drugie drzwi były po ich otwarciu na drugie piętro –poddasze schody na pokoje prowadziły. Tam cztery, dwa duże w szczytach i dwa małe pokoje były, nie wiem czy tam też toaleta- łazienka była. Karczma oprócz wewnętrznych wyposażeń też kanalizację miała, własną studnię i hydrofor zasilający w wodę budynek też posiadała. W połowie lat 60-tych wszystko jakby do dawnej przedwojennej świetności karczmy wracało kierownik gospodarstwa PGR-u zrobił remont budynku, wymienił instalację elektryczną na salach pozakładał kinkiety, założył centralne ogrzewanie z masarni zrobił łaźnie a z pokoi gościnnych na piętrze zrobił mieszkanie. Na poddaszu tylko pokoje zostały, jak przyjeżdżały na praktyki szkolne praktykantki z technikum rolniczego to swój nocleg miały. Tu na myśl mi przychodzi zdarzenie autentyczne, a może niech się anegdotką stanie, mieszkała, w jednym z tych pokoi Władka chłopcy do niej i innych podchodzili Ona Maćka pokochała skończyły się praktyki a Ona na zawsze z nim pozostała.  To wszystko, co się działo w kawiarence i świetlicy też z uwagą należy przeczytania, ale nie będę się powtarzał to już opisałem / Wspomnienia, Droga do Kultury, Historia Sentyment Wspomnienia/ i inne warte przypomnienia i ich zapamiętania. Z naturą i czasem świadkowie tamtych lat albo wyjechali albo na zawsze nas opuścili, przyszedł wyż demograficzny dzieci powojennych kombinaty PGR powstały brak mieszkań w Dębowym Gaju to te lokale na mieszkania przerobili. To, co tu właśnie opisałem wiem z przekazów ojca sąsiadów, sam też te wszystkie pomieszczenia odwiedzałem, nie było powszechnego dostępu do techniki nie mam zdjęć, ale to, co pamiętam to właśnie opisałem.

 

Redakcja nie ingerowała w tekst autora z uwagi na postulaty czytelników, którzy preferują ten specyficzny, rymem pisany, nietuzinkowy styl pisarski.  Zawarte informacje stanowią ciekawostkę i unikat historyczny  – infolwowek24

Facebook Comments
Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.