Więzienna opowieść z Lwówka Śląskiego

Troszkę z historii ceglanego molocha

Budynek lwóweckiego więzienia (aresztu ) wzniesiono w 1909 roku z  cegły przy czym u podstawy zastosowano kamienne elementy. Sam budulec ceglany niewątpliwie mógł pochodzić z miejscowej cegielni znajdującej się w Mojeszu nieopodal Lwówka Śl. Albowiem sprowadzanie materiału spoza ,,Kreis Lowenberg”  byłoby mało opłacalne. Tym bardziej, że na nasze cegły był znaczny popyt. Większość budynków urzędniczych (pocztowe, kolejowe, wojskowe, policyjne) były z reguły budowane z czerwonej cegły. Właściwości budowlane i energetyczne tego surowca znano wszakże już w tamtych czasach.   Sama bryła obiektu wedle budowniczych stylizowana byłą na gotycki zamek. Tak, aby wzbudzać respekt samą swoją bryłą i surowym kształtem. Obiekt wybudowano w bezpośrednim sąsiedztwie budynku Sądu Lwóweckiego, w którym orzekano wyroki. Po odsłuchaniu niekorzystnego wyroku danego delikwenta prowadzono do aresztu celem tymczasowego osadzenia. Bliskość obu budynków miało być ułatwieniem i przeciwdziałała ucieczkom mającym miejsce w przypadku konwojowania. ,,Takie rozwiązanie przestrzenne stosowano w przypadku wielu tego typu budowli wznoszonych na Dolnym Śląsku na wzór kompleksu penitencjarno – sądowego”. Do więzienia tego trafiali zarówno więźniowie do czasu wyjaśnienia sprawy jak i ci, którzy posiadali dłuższe wyroki otrzymane w jednym z okolicznych sądów. W latach 1935-1941 roku w budynku Lwóweckiego Aresztu przebywali młodociani przestępcy (coś na wzór dawnego zakładu poprawczego). Natomiast na początku 1941r. budynek pełnił funkcję aresztu dla dziewcząt. W 1944 w związku z sytuacją wojenną i realizowanymi planami ewakuacyjnymi, które dotyczyły również i Dolnego Śląska, areszt opustoszał, a więźniów odtransportowano zapewne w tereny bardziej bezpieczniejsze. Poza tym „ niemożliwością było utrzymywanie kryminalistów i darmozjadów w czasie jak niemiecki żołnierz przelewał swą krew na frontach całej Europy’’. Toteż zapewne właściwie wykorzystano owych więźniów do prac, odciążając i tak już mocno dogorywającą armię niemiecką. W 1945 na krótko budynek wykorzystuje kolumna więźniów prowadzonych z więzienia z Legnicy (Liegnitz) do Zgorzelca. Po wojnie budynek służy do 1979 roku, jako miejsce osadzenia osób podejrzanych o przestępstwa oraz przestępców pospolitych trudniących się kradzieżami, pobiciami, wykroczeniami wobec władzy i mienia. W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych w budynku aresztu funkcjonowała pralnia szpitala we Lwówku śląskim, w której to, co ciekawe pracowała mama autora tekstu po zakończeniu pracy w Kasynie Milicji Obywatelskiej (okres przed i w czasie Stanu Wojennego). W początkowych latach powojennych budynek służył na potrzeby UB , gdzie przetrzymywano ,, wrogo politycznie nastawione jednostki, niezgadzające się z wzajemną przyjaźnią Polsko-Radziecką ”.

 

Krótka historia jednego z osadzonych

 Mamy sierpień 1974 rok. Ukończyłem Szkołę Zawodową. Są wakacje. W sobotę wybieramy się wraz trzema kolegami na wiejską zabawę taneczną w miejscowości Krzewie Wielkie. Bierzemy ze sobą odłożone parę groszy zarobione u miejscowych gospodarzy (okres żniw , pomoc przy gospodarstwie). Zmierzamy z Gryfowa do Krzewia wspólnie degustując polski trunek zwany winem. Cierpliwie czekamy do północy albowiem pieniądze na wstęp spożytkowaliśmy już ,, na rozgrzanie młodych organizmów” .Po północy wstęp na zabawę był darmowy. Wchodzimy, rozglądamy się ostrożnie szukając znajomych twarzy, zdając sobie w pełni sprawę, że jesteśmy ,, na gościnnych występach, nie u siebie”.  Z podziwem oglądamy w miarę dyskretnie dziewczęta siedzące przy stolikach czekające na ,,swych rycerzy na białym koniu”. W pewnym momencie przysiada się do nas nieco starszy mężczyzna, którego znamy z widzenia, jako mieszkańca Gryfowa. Gość w dobrze skrojonym garniturze widać ma kasiurę. Zagaja rozmowę, widać, że szuka kompanii do butelki. Gość kupuje flaszkę, proponuje byśmy wszyscy wyszli. Wychodzimy na zewnątrz, przy mostku obracamy buteleczkę. Po chwili pada propozycja rozbrojenia drugiej ,,procentowej miny przeciwpiechotnej”. Robimy drugą. Tym razem spokojniej, powoli. Idąc za kulturą, co byśmy nie wychodzili na jakichś wieśniaków wyciągamy swój trunek. Powoli impreza chyli się ku końcowi, trochę tańczymy na drewnianym parkiecie w rytm orkiestry, jaka to przybyła z naszego Gryfowa. Wychodzimy na zewnątrz zasięgnąć nieco Świerzego letniego powietrza, albowiem w środku parno jak w parowozowni.   Wtem naszym oczom ukazuje się wcześniej wspomniany starszy kompan od butelki. Tuż zanim patrol miejscowej Milicji Obywatelskiej. Mężczyzna wskazuje nas, jako rzekomych sprawców kradzieży, o której to mówię ci nie mam świętego pojęcia. Podchodzą milicjanci i rozpytują: – piliście z tym panem?, Poszkodowany twierdzi żeście go okradli, ładnie, to on z wami pije a wy ciule jedne kroicie go na kasiure!.  Proszę wsiadać pojedziemy to wyjaśnić. Cóż mieliśmy zrobić, wsiadamy tak jak mówi pan władza. Jedziemy na komisariat w Gryfowie, rodziców nie wzywają, bo jesteśmy już pełnoletni. Przesłuchują nas wpierając nam dokonanie kradzieży całej wypłaty gościa cośmy z nim jedynie ,,dwie procentowe miny przeciwpiechotne rozbroili po sapersku kulturalnie”. Przesłuchanie trwa, panowie milicjanci tracą cierpliwość. Białe pałeczki zwinnie obracane wokół palców niecierpliwie zmierzają ku nam. Nagle decyzja. Cele na komisariacie w Gryfowie z uwagi na sobotni wieczór przepełnione. Wiozą nas na komisariat MO we Lwówku Śląskim. Tam następuje zmiana metod przesłuchania. Białe gumowe pałeczki idą w ruch. Zgarnąłem po pleckach parę razów za brak odpowiedzi, bądź za to, że owa odpowiedź nie odpowiadała oczekiwaniom pytającego. My nadal utrzymujemy wersję, że nic nie wzięliśmy temu panu. Przeszukują nas ,, bardzo dokładnie” i nic . Pada decyzja. Zawieźcie ich na areszt, jak synki posiedzą w celach to rozumu może nabiorą- złodziejstwa im się odechce, a jak będą kombinować to na kolegium poślemy – powiedział jeden z lwóweckich milicjantów. Zawieziono nas, zatem pod bramę aresztu.

Pamiętam wielkie metalowe drzwi. Otwiera strażnik –wchodzimy. Przekazują nas obsłudze aresztu wraz z papierami. Udajemy się na niewielki plac otoczony murem. Przed nami budynek. Otwierają się następne drzwi. Po lewej kolejny strażnik. Idziemy wąskim korytarzem w lewo, po obu stronach cele. Słychać stukot ciężkich butów strażnika i mocne bicie mego serca, które wali jak oszalałe.  Rozdzielają nas, każdy do osobnej celi.  

 

Otwierają się drzwi, widzę małe pomieszczenie bez umywalki, szare. Jedna drewniana prycza, nieco wyżej zakratowane wąskie zamknięte okno. Zmęczony nie bacząc na zastane warunki padam na pryczę. Mimo zmęczenia nie mogę zasnąć, emocje i procenty grają we mnie niczym orkiestra. Patrzę w róg małej jednoosobowej celi, mój wzrok przykuwa pajęczyna. Myślę, co z nami będzie, niepokój powoli opada, zastanawiam się, kto mógł okraść tego naszego zacnego kompana? Rano budzi mnie wizyta milicjanta, który ponownie katuje mnie tymi samymi pytaniami, na które odpowiadałem już kilka godzin wcześniej. Nabieram przeświadczenia, że albo z nim albo zemną jest coś nie tak. Milicjant niezadowolony odchodzi z kwitkiem, o tyle dobrze, że ten nie bije.  W południe pali mnie niesamowicie kac morderca ni mający litości dla młodego zestresowanego organizmu. Walę w drzwi prosząc o strażnika. Po chwili wchodzi postawny jegomość z uprzejmym:, czego k…a walisz!?. Proszę o wodę, bo chce mi się pić. Na twarzy uprzejmego pana maluje się ironiczny uśmiech. Po chwili powraca z aluminiowym garnuszkiem z wielkim uchem, który widać wielokrotnie służył nie tylko do picia, bo nosił ślady aktywnej zmiany kształtu. (przybijano nim gwoździe, służył, jako kołatka?). Pod wieczór głód daje o sobie znać, jak dotąd nic mi nie przyniesiono. Nie wale już w drzwi, bo widzę, że pan strażnik raczej nie należy do przychylnych osobistości. Czekam cierpliwie nasłuchując czy ktoś nie nadchodzi stukając na korytarzu. Przychodzi noc. Dalej nic. Teraz już nie tylko kac, ale i głód przypominają mi gdzie jestem.  Nadchodzi poniedziałkowy poranek, strach, że spędzę tu kolejne dni napawa mnie niepokojem.

Nagle słyszę kroki, jakieś rozmowy. Otwierają się drzwi. Na wstępie słyszę swoje nazwisko, tak jakby sprawdzał czy ja to właśnie ja. Strażnik otwierający mi drzwi prowadzi mnie korytarzem w kierunku portierni. Tam czekają już na mnie milicjanci i koledzy. Wymieniamy spojrzenia. Prowadza nas do auta, a następnie wiozą na komendę MO. Tam następuje nagła zmiana akcji, jeden z milicjantów oznajmia mi, że wychodzę, jestem wolny. Patrzę na kolegów zbaraniały, podsuwają nam do podpisania jakieś pismo, że jesteśmy zwolnieni z aresztu oraz nasze zeznania. Pytam z niepokojem, dlaczego wychodzimy? Poinformowano nas, że padliśmy ofiarą oszusta. Okazało się, że starszy pan rzeczywiście sporo zarabia i często dysponuje pokaźnymi sumami pieniędzy. Niestety ma tez swoje nałogi, nie wylewa za kołnierz. Przepił wraz z kolegami znaczną część swojej wypłaty, bojąc się swojej bardzo restrykcyjnej i krzepkiej małżonki upozorował kradzież. Nie przewidział jednak, że gdyby owi chłopcy go okradli nie dali by rady pojechać do Gryfowa i wrzucić jego portfel do skrzynki pocztowej. Byli w tym czasie osadzeni we Lwówku. Listonosz zawiadomił MO w Gryfowie w poniedziałek z samego rana, a sam portfel był tam od piątku. Tak oto nasz gryfowski kłamczuszek odpowie za wprowadzanie błąd organów ścigania, a sama małżonka o pokaźnej posturze i mocnych rubensowskich kształtach okazała mu podobno sporo emocji.

Natomiast nasz bohater na zawsze zapamiętał swoją więzienną weekendowa przygodę życia. Oj było, co opowiadać kolegom, tym bardziej, że o warunkach panujących w lwóweckim więzieniu i traktowaniu osadzonych krążyły niesmaczne legendy. Bywali podobno tacy, którzy pobyt w areszcie przypłacili wielotygodniową wizytą w szpitalu i nie tylko ….ale to niech już pozostanie otwartą furtką dla badaczy historii lwóweckiego więziennictwa. A jak wiadomo takie osoby jak pan K. lub pan B. na zawsze wpisały się w historię aresztu. Tym optymistycznym akcentem chcę serdecznie podziękować mojemu rozmówcy, który pragnie zachować anonimowość z uwagi na pełnioną funkcję społeczną i ,,cięte ludzkie języki”. Rozmówcy, który miał odwagę opowiedzieć mi swój mały więzienny lwówecki epizod. Tymczasem, jeśli mają Państwo jakieś ciekawe informacje dotyczące naszego lwóweckiego aresztu prosimy o kontakt z redakcją lub umieszczenie informacji w komentarzu pod tekstem. Dziękuję bardzo

 

mgr Przemysław Popławski

zdjęcia ; infolwówek 24 ,internert

qbanez / Jakub Purejnickt.p

Facebook Comments
Podziel się

9 thoughts on “Więzienna opowieść z Lwówka Śląskiego”

  1. Szanowana Redakcjo ! Proszę dobrze poszukać i popytać . We Lwówku żyje do dziś jeszcze dwóch pracowników z tego aresztu , są też byli emerytowani milicjanci którzy to w latach 60 -70 współpracowali z funkcjonującym ówcześnie aresztem we Lwówku Śląskim. Ktoś tu nie odrobił do końca zadanie domowe z historii , hahaha. Artykuł ciekawy, choć parę wątków bym życzył sobie szerzej opisać , dla jasności i prawdy o lwóweckich organach porządkowych – pozdrawiam

  2. Myślę że bym sobie poradził. Praca jak każda inna. Pracowało się na nockach w piekarni , dawało się radę . Pracowało się w PKP na nocnych kursach dalekobieżnych – też dawało się rade . Myślę że i w tym przypadku też bym dał radę. Poza tym tam jest raczej dzieciarnia, a nie kryminał jest telefon na Ochronę czy Policje jak byliby nie ułożeni i tyle. Również nie pozdrawiam ! Nie zmienia to jednak faktu że w artykule są zdjęcia kogoś kto się tam włamał , być może na zlecenie autorów/autora tego artykułu. Ja byłem trzy razy . Drzwi zamknięte na spust ,ani stróża , ani dozorcy . Ciekawe jak weszli dokonując wykonania tych zdjęć i do tego jeszcze z taką jakością ? . To wymagało czasu.

    1. Jeżeli chce Pan koniecznie wejść legalnie do więzienia tak jak to zrobili autorzy tych fotek to radzimy zadzwonić do obecnego właściciela. Może pana wpuści. Sugerowanie, że autor zdjęć zrobił to na zamówienie autora artykułu to już zniesławienie nie tylko Pana Przemysława ale i strony . Mamy pana/i IP i wspaniały program z jakiego miejsca został wysłany – no i oczywiście przekazujemy dane policji – pozdrawiamy i do zobaczenia na sprawie- redakcja 🙂

  3. Skoro byl tam osadzony to musi byc w oficjalnym rejestrze skazanych gdzies w papierach . Skro autor tak uparcie zataił kim był bohater artykułu to musi być on kimś ważnym komu chyba nie narękę byłoby aby wiedziano czym teraz obecnie się zajmuje. Czyżby ktoś z grona wlodarzy ? Panowie Redaktorzy uchylcie prosimy nieco rąbaka tajemnicy

  4. Jaki cudem Panowie Redaktorzy zdobyli zdjęcia z wnętrza aresztu skoro jest zamknięty na cztery spusty. Ja próbowałem i mimo usilnych starań nic nie wskórałem , więc jakim to cudem Wy dokonaliście fotografii ? . Czyżby włamanie na prywatną posesję ? Cos mi tu śmierdzi przestępstwem. O ile wiem wasza redakcja pracuje z trudnymi dziećmi, czy to taki przykład dajecie swoim uczniom w tej szkole w Płakowicach? Oczywiście liczymy się z tym że tego nie opublikujecie bo kasujecie zapewne niewygodne wpisy.

    1. Proszę czytać artykuły do końca. Zdjęcia wewnątrz pomieszczeń- internet. Podano autora . Zdjęcie główne – zewnętrzne infolwówek24 . Żadnego włamania panie x nie było. Ale gratulujemy wiedzy na temat naszej pracy !!! 🙂

  5. Super przedstawione opowiadanie . Jednak czytając je ma się wrażenie jakby nie wynikało ze swobodnego monologu samego osadzonego młodzieńca z przeszłości. Mimo to szacuneczek za podjęcie tematu i zebranie całej tej ciekawej historii . Prosimy o więcej tego typu . PS. Panie Popławski czego Pan nie poszedł na historię ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.